Tak się wszystko wokoło toczy i rozpada,
Jakbyśmy już sobie nie wierzyli dłużej.
Oto nadchodzi godzina północna,
Zjawy przyjaciół i wrogów się schodzą.
Gdy mgła zalega na łąkach pod lasem,
I pies ujada na zwierza dzikiego.
Tam jęki słychać skamieniałych czaszek,
Gdy lilii kwiecie kołysze się lekko.
W samotnym, pustym zamku,
Pośród cieniów cieni, co przesuwają się
Cicho po murze.
W proch obrócone, spopielałe gruzy,
Pamięci świętej duszne pomieszczenia.
Jakby się wszystko stopić w jedno miało,
Tak kipi ogród mojej wyobraźni.

*

Opiewam człowieka pierwotnego.
Nie brak mu niczego.
Na zielonych łąkach pasie się
do woli. I jest sobą w najwyższym
stopniu. W najwyższym stopniu
swego człowieczeństwa.